Z gabinetem okulistycznym dr Jacka Garncarza zetknęłam się na dwa lata przed ukończeniem studiów, gdy wraz z Martą, jako studentki, przyszłyśmy do Pet-Vetu na praktyki.

Bazując na podstawach teoretycznych zdobytych podczas kursu okulistyki na studiach chciałam nabyć trochę praktyki, "poczuć", na czym naprawdę polega leczenie. Okazało się, że Pet-Vet świetnie się do tego nadawał, gdyż pacjentów było bez liku, a dr Garncarz okazał się świetnym nauczycielem. Początkowo był wyrozumiały, z biegiem czasu stawał się coraz bardziej wymagający, coraz częściej padały pytania:, "Co to za choroba? Jak byś ją leczyła?"
Tak minęły dwa lata.

14 kwietnia 2002 roku odebrałam dyplom ukończenia studiów medycyny weterynaryjnej w Warszawie. Jako prezent od dr Garncarza otrzymałam propozycję przejścia na "ty", oraz ofertę pracy. Czy mogłam odmówić?

W ten sposób powstał drugi gabinet w Pet-Vecie, który dzielę z dr Magaleną Garncarz.

Leczę oczy zwierząt tzw. towarzyszących. Obecnie coraz częściej pojawiają się w naszym gabinecie króliki oraz gryzonie. Postanowiłam, więc wyspecjalizować się w leczeniu ich oczu.

Współpraca z Jackiem to nie tylko przyjmowanie pacjentów, to nacisk na ciągłe doszkalanie się i przekazywanie wiedzy sobie nawzajem jak i innym lekarzom weterynarii. W maju 2004 roku przeprowadziliśmy cykl wykładów z okulistyki. Ja przedstawiałam najczęstsze choroby oczu u kotów i królików. W czerwcu 2004 roku wraz z Magdą Garncarz poprowadziłyśmy w Jastrzębiej Górze warsztaty okulistyczne. W lipcu w "Weterynarii w Praktyce" został opublikowany mój artykuł na temat najczęstszych chorób oczu u królików. Teraz pracuję nad kolejną publikacją.

Prywatnie życie dzielę z moim mężem oraz 16 letnim pudlem. Niestety mój pies od 8 lat nie widzi z powodu choroby genetycznej siatkówki (PRA). Dlatego z własnego doświadczenia wiem, jak ważne są badania genetyczne oczu u ras predysponowanych.

Mamy jeszcze George'a - papużkę falistą, którego ulubioną zabawą jest, przepraszam było, moczenie ogona w pojemniczku na wodę. Skutkiem tego ogon wypadł i George został "nielotem".
Obecnie czekamy na przybycie nowego domownika, a będzie nim kot. Mam nadzieję, że nie będzie moczył ogona w wodzie, a o jego oczy to ja już sama zadbam.

 
 
|o nas|gabinet|porady|kontakt|dojazd|aktualności|